pani psycholog

Kiedy trenować?

Kiedy trenować?
pani psycholog

Agnieszka Zając

Przy doborze treningu zazwyczaj zastanawiamy się nad jego rodzajem, intensywnością, częstotliwością. Później wpisujemy treningi w wolne okienka w swoim harmonogramie. Rzadko myślimy o tym, o jaka pora będzie dla nas najlepsza na ćwiczenia. Rano, po południu czy wieczorem – każda pora ma swoje wady i zalety, ale warto przy podejmowaniu decyzji uwzględnić pewne prawidłowości.

 

Główną zaletą porannych ćwiczeń jest fakt, że w nocy organizm zużył już rezerwy energetyczne w postaci glikogenu, dlatego przy porannym treningu, zwłaszcza jeśli jesteśmy na czczo błyskawicznie zaczynamy spalać zapasy tłuszczu. Ćwicząc z rana podkręcamy też metabolizm, co pozwala na spalenie większej ilości kalorii w ciągu dnia.

Zwolennicy porannych treningów podkreślają, że ćwiczenia pomagają im się obudzić i wskoczyć na wyższe obroty. Pozytywnie nastawiają ich na cały dzień. Wielu osobom jednak trudno jest się zmobilizować z rana do ćwiczeń. Sama myśl o wcześniejszej pobudce napawa ich o dreszcze i motywuje do szukania wymówek, aby włączyć kolejną drzemkę. Szczególnie trudno jest zimą, gdy za oknem rano jest jeszcze ciemno, wtedy trudniej wyrwać się z objęć cieplutkiej kołdry. Przy porannych treningach trzeba również więcej czasu poświęcić na rozgrzewkę trzeba poświęcić więcej czasu. Rano nie powinny ćwiczyć osoby starsze, gdyż o tej porze jest większe ryzyko zawału. 

Popołudniowe i wieczorne ćwiczenia z kolei to świetny sposób na pozbycie się całodziennego stresu, oderwanie od problemów. Wieczorem temperatura ciała wzrasta, najwyższa jest ok. godziny 18:00, dzięki czemu maleje ryzyko kontuzji. Przyspieszenie metabolizmu przed snem spowoduje efektywniejsze spalanie kalorii także w nocy. Rozładowanie emocji w trakcie ćwiczeń pozwoli na łatwiejsze zaśnięcie. Dodatkowo to świetny sposób na pozbycie się napięć, które przez cały dzień mogły skumulować się w ciele. Nie należy jednak przesadzić, bo można uzyskać odwrotny efekt. Zbyt intensywne ćwiczenia wieczorem mogą powodować problemy z zaśnięciem. Pułapka w jaką wpadamy wieczorem to lista rzeczy, którą jeszcze dziś musimy zrobić zanim poćwiczymy, a o północy orientujemy się, że już za późno na trening i jesteśmy zbyt zmęczeni. 

W dyskusji dotyczącej najlepszej pory na trening wiele osób wskazuje także na procesy hormonalne, które zachodzą w naszym ciele każdego dnia i jak wpływają na skuteczność treningów. 

” Ci, którzy myślą, że nie mają czasu na uprawianie sportu, prędzej czy później będą musieli znaleźć czas na chorobę.”

– Edward Stanley 

Niezależnie od wszystkich tych czynników, zawsze pamiętaj, aby przede wszystkim słuchać swojego ciała. Są osoby, którym bardzo ciężko jest wstać rano, a co dopiero jeszcze ćwiczyć. Są też tacy, dla których godzina 6 rano wydaje się wręcz idealną porą na wysiłek. Bez względu na porę ćwiczenia będą efektywne, pod warunkiem, że będą wykonywane systematycznie.

Na początek oczywistość: jeśli planujesz ćwiczyć, to najpierw zastanów się, kiedy masz na to czas. Przykładowo, jeśli kończysz pracę lub inne obowiązki wieczorem, to trening, kiedy Twoje ciało jest zmęczone i zestresowane, może przynieść Ci więcej szkód niż korzyści. W takim wypadku lepiej ćwiczyć rano. Dzięki temu dasz sobie zastrzyk energii na cały dzień.

Jeśli jednak pracę rozpoczynasz bardzo wcześnie i możesz mieć problem z ćwiczeniem rano, wtedy najlepiej zaplanuj trening popołudniu lub wieczorem – pozwoli Ci to odreagować przeżycia z całego dnia i rozładować napięcie.

Zanim zdecydujesz, kiedy jest dla Ciebie najlepsza pora na trening, odpowiedz sobie na pytanie, czym tak właściwie jest trening? Dlaczego ma to tak duże znaczenie? Już tłumaczę. Każde ćwiczenie, niezależnie od jego charakteru i intensywności, to stres dla Twojego organizmu. Z czasem Twoje ciało przyzwyczaja się do tego stresu. 

Pamiętaj też, że o skuteczności treningu nie decyduje jego pora, tylko Twoje zaangażowanie i systematyczność. To, kiedy wykonasz trening nie ma aż tak dużego wpływu na jego rezultaty. W pierwszej kolejności zadbaj o właściwe odżywianie, regenerację i regularność swoich ćwiczeń, a szybko dostrzeżesz, że Twoje ciało się zmienia. W końcu, ważniejsze niż wykonanie treningu o odpowiedniej porze, jest wykonanie go w ogóle!

trenować rano czy wieczorem?
pani psycholog

Miłość co dnia

Miłość co dnia
pani psycholog

Agnieszka Zając

Kiedy pod koniec dnia stajemy przed lustrem, dobrze jest spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć: „Tak, to ja”. To cudowne uczucie, wiedzieć, że każdego dnia podąża się za swoimi wartościami. Niestety nie każdy doświadcza tego komfortu. Dla wielu droga do takiej spójności bywa kręta i wyboista. Tak było w przypadku Mastina Kipp. 

Od najmłodszych lat dorośli uczą nas, jak mamy postępować. Mówią, co możemy robić, a czego nam nie wolno, w co mamy się ubierać, jak zachowywać. Zabraniają rozmawiać z nieznajomymi. Zapisują na dodatkowe zajęcia. Zdarza się, że decydują o kierunku naszych studiów. Drugą równie wpływową grupą, jest grupa rówieśnicza. W młodzieńczym wieku to ona staje się wyrocznią. To rówieśnikom chcemy zaimponować, zależy nam na ich akceptacji. Aż pewnego dnia dorastamy…. I nagle okazuje się, że zupełnie nie wiemy, kim jesteśmy. W korytarzach porad, zakazów i nakazów, konsumpcjonizmu i komercji, gubimy swoją tożsamość, a na horyzoncie nie widać drogowskazów wskazujących własną ścieżkę. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach – social mediów, filtrów, błyskawicznych karier i ludzi znanych z tego, że są znani, łatwo wpaść w pułapkę powierzchownego blichtru i zgubić prawdziwe wartości.

Powoli życie daje nam znać, że podążamy nie swoją drogą. Zaczynamy się miotać, trochę jak w chorobie dwubiegunowej – krótkie, intensywne wzloty i bolesne upadki. W końcu jesteśmy tak zmęczeni i sfrustrowani tym, co robimy i kim jesteśmy, że musimy zacząć wszystko od nowa. I wydaje się nam, że to kryzysowa sytuacja, bo nie wiadomo, gdzie zacząć, co robić i czego tak naprawdę chcemy.

Ja uważam, że taki życiowy zakręt może być jednym z najważniejszych i najpiękniejszych momentów, jaki może nas spotkać. Oczywiście pod warunkiem, że odrobimy tę lekcję od losu. 

I tak właśnie było z autorem autobiograficznej książki „Miłość co dnia” – Mastinem Kipp.

 

 

„Zamiast „Dlaczego mnie to spotkało?” nauczyłem się pytać „Czego się teraz uczę?”. Przekonuję się na okrągło, że odpowiedź na to pytanie, jest o wiele bardziej związana z tematem i dostarcza więcej satysfakcji. Dlaczego? Ponieważ to czego się uczysz, jest tym dlaczego to się dzieje”- Mastin Kipp

Mastin, obecnie znany inspirujący mówca, który w 2005 roku założył Daily Love.  Do miejsca, w którym jest obecnie – popularny, doceniany przez sławy (jak Oprah Winfrey, Tony Robbins), przebył bardzo długą i mozolną podróż. Jako młody człowiek zachłysnął się szybkim sukcesem w branży muzycznej, a swoją wartość chciał udowadniać drogim samochodem, luksusowym autem i innymi drogimi gadżetami. Powierzchowne relacje, szybki sex  i praca pod presją, to doprowadza go do dokładnie przeciwnego celu, niż pragnął – długi, brak pracy i samotność wypełniana narkotykami. To historia o bardzo pogubionym człowieku, który ma silną potrzebę służenia innym, ale przez bardzo długi czas nie umie jej zdefiniować. Ponieważ Mastin nie poświęcał czasu na przeanalizowanie swoich potrzeb, planu kariery i sposobu na sukces, tylko koncentrował się na samym wierzchołku góry lodowej, wielokrotnie się z niej ześlizgnął, boleśnie przy tym obijając ciało i duszę. 

Autor i bohater za razem na pewno miał ogromne szczęście do ludzi, którzy wielokrotnie wyciągali do niego ręce chociażby zapewniając dach nad głową na wiele miesięcy. Możemy tu mówić o American Dream. Mastin miał ogromną potrzebę duchowości, jednak przez długi czas rozumiał bardzo płytko. Co było punktem przełomowym w jego historii? Jak zaczął pracować nad swoimi lękami i potrzebą przynależności? Tego Wam nie zdradzę. Musicie sami sięgnąć po książkę wydawnictwa KALI ZOI. Jedno jest pewno to inspirująca historia dla osób, które próbują odnaleźć swój cel, lecz boją się wyjść poza strefę komfortu.

Chyba najlepszym cytatem opisującym tę historię będą słowa Jima Rohna, który mówił, że „ustawienie żagli, a nie kierunek wiatru, wyznacza drogę, którą podążamy”. Często zdarza się, że musimy zmienić swoją drogę. I nie ma w tym nic złego. Najważniejsze, to nie stracić z oczu tego, na czym naprawdę nam zależy i płynąć w kierunku szczęśliwego życia. 

książka mastin kipp
pani psycholog

Rano czy wieczorem, czyli jak zarządzać sobą?

Rano czy wieczorem,
czyli jak zarządzać sobą?
pani psycholog

Agnieszka Zając

Różnimy się między sobą pod wieloma względami, także preferowanymi porami zasypiania i budzenia się oraz poziomem aktywności określonej porze doby? Znalazło to swój wyraz w języku potocznym określającym osoby wybierające wcześniejsze pory jako ranne ptaszki/skowronki, a osoby preferujące późniejsze pory jako nocne marki/sowy. Dlaczego ludzie różnią się pod względem chronotypu i co to dla nas oznacza w praktyce?

Przyjmuje się, że  chronotyp jako behawioralna ekspresja rytmu okołodobowego jest zależny od  genów, czynników środowiskowych oraz społecznych. Rytm okołodobowy przejawia się we  wzroście wartości lub intensywności procesów życiowych (np. temperatura ciała) w dzień, aż do osiągnięcia najwyższego poziomu, po której następuje spadek (przypadający na noc), aż do osiągnięcia minimum we wczesnych godzinach rannych. Po osiągnięciu minimum następuje ponowny wzrost już w następnym cyklu.

Badania zgodnie potwierdziły, że sen typów porannych zaczyna się wcześniej i wcześniej się kończy niż sen typów wieczornych ( Taillard et al., 2011). Poza tym typy poranne w porównaniu do wieczornych szybciej zasypiają (mają krótszy czas latencji snu), dłużej śpią, wyżej oceniają jakość swojego snu i mają bardziej stabilne pory snu (Ciarkowska, 2010).

Dzienny przebieg subiektywnie odczuwanego pobudzenia był często badany u  typu porannego i wieczornego zarówno w narzuconych obu typom porach snu i czuwania, jak i w porach spontanicznie przez nich wybranych. W sytuacji narzuconych pór snu i czuwania typy poranne w porównaniu do typów wieczornych posiadały wyższy poziom pobudzenia rano, a niższy później w ciągu dnia. Dzienny trend subiektywnego pobudzenia charakteryzował się u  typów porannych spadkiem w ciągu dnia, a u  typów wieczornych wzrostem. W spontanicznie wybranych porach snu i czuwania stwierdzono te różnice tylko w grupach skrajnych.

W  badaniu wykonania prostego motorycznego zadania co  dwie godziny w godzinach od 8.00 do 22.00 u  typów wieczornych następowała poprawa wykonania od  rana do wieczora, a u typów porannych pogarszanie. W zadaniach angażujących pamięć różnica pory osiągnięcia najlepszego wykonania pomiędzy typami porannymi i  wieczornymi wynosiła od  2 do 6 godzin na korzyść typu porannego. Monk i Leng (1986) wykazali większą różnicę pomiędzy fazami rytmu wykonania zadania przez typy poranne i wieczorne dla bardziej złożonych zadań.

Dr biologii Katharina Wulff z Uniwersytetu w Oxfordzie, badająca chronobiologię oraz sen, twierdzi, że ludzie czują się znacznie lepiej, pozostając w swoich naturalnych “strefach czasowych”. Dzięki temu są bardziej produktywni a ich moce umysłowe, pozostają przez resztę dnia na wysokim poziomie. Ponad to, wyciąganie ludzi z naturalnych, sennych tendencji ich organizmu, może mieć poważne konsekwencje zdrowotne. Kiedy na przykład nocne sowy zostaną wyrwane przez budzik ze snu o wiele za wcześnie, ich organizm nadal będzie produkować melatoninę. W rezultacie taki organizm sztucznie przestawiony na tryb dzienny, będzie charakteryzował się inną wrażliwością na insulinę i glukozę, co w rezultacie może spowodować, np. przyrost wagi.

Od dawna wiadomo, że osoby wstające wcześnie,  wieczorem pracują mniej wydajnie od osób o chronotypie ‚nocnych marków’. Jednak naukowcy z Higher School of Economics i Uniwersytetu Oxford odkryli nowe cechy odróżniające styl życia tych dwóch typów ludzi. W nocy ‚ranne ptaszki’ wykazują szybszy czas reakcji podczas rozwiązywania zadań wymagających skupienia niż ‚nocne marki’, jednak im później, tym więcej popełniają błędów. Narzucony przez korporacyjny kierat rytm pracy, zazwyczaj od 9 do 17, organizuje harmonogram  dnia. Nie zawsze współgra to z naszym wewnętrznym zegarem, który i tak w końcu dochodzi do głosu.

„Im wyższy Twój poziom energii, tym bardziej efektywne Twoje ciało. Im bardziej efektywne Twoje ciało, tym lepiej się czujesz i bardziej wykorzystujesz swój talent do osiągania ponadprzeciętnych wyników.”

-Anthony Robbins

Jak te dane zastosować w praktyce? Przede wszystkim zastanów się, który chronotyp charakteryzuje Ciebie? Przeanalizuj kiedy Twoja efektywność jest najwyższa, a kiedy spada. Kolejny krok to analiza Twojego dziennego harmonogramu –  czy praca nad najtrudniejszymi zadaniami przypada na wzrost lub szczyt Twojej dobowej efektywności, czy może jednak utrudniasz sobie sprawę działając wbrew swojej naturze?

Jeżeli jesteś typem „sowy” to przestań się oszukiwać, że następnego dnia wstaniesz dwie godziny wcześniej, aby dokończyć projekt lub aby pracować nad nowym nawykiem.  Spróbuj tak rozplanowywać działania, aby współgrały one z Twoim rytmem dobowym. Tu nie ma książkowych planów działania. 

 

chronotypy ranny ptaszek nocny marek
pani psycholog

Skończ zaczynać, zacznij kończyć, czyli jak wytrwać w dążeniu do celu?

Skończ zaczynać, zacznij kończyć, czyli jak wytrwać w dążeniu do celu
pani psycholog

Agnieszka Zając

Kultowa Bridget Jones co roku obiecywała sobie, że schudnie, rzuci palenie i nie będzie tracić czasu na bezwartościowe relacje. I co? Co roku to samo. Dlaczego tak trudno dotrzymać noworocznych postanowień?

 

Pod koniec grudnia i z pierwszymi chwilami stycznia ukazuje się wiele publikacji na temat jak zamienić noworoczne życzenia w zrealizowane cele. Większość osób kojarzy formułę celów S.M.A.R.T. i potrafi poprawnie zdefiniować cel. To jak to się dzieje, że 80 % osób wytrzymuje w swoich postanowieniach maksymalnie pół roku? Czy można temu zapobiec?

Zakochani w celu

Pierwszy etap wchodzenia w zmianę można porównać do stanu zakochania. Wizja zmiany ekscytuje, a my jesteśmy gotowi podjąć wyzwanie. Jesteśmy otwarci i pełni entuzjazmu. Wizualizujemy ten moment kiedy cel osiągniemy, jak będzie wtedy cudownie. Obiecujemy sobie, że tym razem będziemy wytrwali w systematycznej pracy nad zmianą, że pokonamy chwile słabości. Po kilku tygodniach różowe okulary powoli zsuwają się z nosa, a optymizm zaczyna ustępować miejsca brutalnemu realizmowi. Chwile zawahania i trudności odczytujemy jako sygnał, że może lepiej odpuścić, bo pewnie i tak nic z tego nie będzie.W chwili słabości zazwyczaj czujemy się jak emocjonalne jo-jo, które coraz trudniej się unosi, a motywacja pryska jak bańka mydlana i nadchodzi poczucie porażki.Tymczasem kryzysy to naturalna część procesu, trzeba go tylko przejść. Zaakceptuj fakt, że się pojawi i nie poświęcaj mu zbyt wiele uwagi, zamiast tego rób swoje.

„Sen nie staje się rzeczywistością za pomocą magii. To wymaga potu, determinacji i ciężkiej pracy.”

– Colin Powel

Aby zmienić coś w swoim życiu, wcielić nowe nawyki, trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu. Co z jednej strony na początku ekscytuje, ale z drugiej może wzbudzać niepewność czy nawet stres. Dlatego już zawczasu zastanów się jakie trudności możesz napotkać, jakie kryzysy czyhają na Ciebie i Twój cel. Przygotuj plan awaryjny, swoją procedurę kryzysową. Kiedy najczęściej pojawiają się u Ciebie chwile zwątpienia?  Może uda się je ograniczyć. W momentach zwątpienia przypomnij sobie dlaczego Twój cel jest dla Ciebie tak ważny. Pomyśl o tym ile już zainwestowałeś w jego realizację. Szkoda by było to zmarnować.

Płyń na fali motywacji

Motywację można porównać do fali  – najpierw się wysoko unosi, a później opada. Nie da się być cały na szczycie fali motywacyjnej. Na początku masz poczucie, że możesz przenosić góry, a osiągnięcie wyznaczonego celu to pestka. Niestety prędzej czy później przychodzi kryzys, dołek motywacyjny, zwłaszcza jeśli cel jest długoterminowy i na efekty systematycznej pracy trzeba poczekać.

Rozwiązanie tego problemu jest bardzo proste. Gdy zaczynasz wpadać w czarną otchłań niemocy i rezygnacji, podziel swoje zadania na jeszcze mniejsze. Zrób połowę tego co zakładałaś, ale zrób. Cokolwiek. Cokolwiek o chociaż o milimetr przybliży Cię do celu. Trudniejsze i większe zadania zostaw na moment, kiedy motywacja wzrośnie. Obiecywałeś sobie, że dwa razy w tygodniu pójdziesz na siłownię, ale wypadło Ci zebranie w szkole i wizyta u dentysty, a na dodatek za oknem leje deszcz – każdemu się może zdarzyć. Zamiast się samobiczować, że nigdy Ci się nie uda, po prostu odpal 15-minutowy filmik z ćwiczeniami i poćwicz w domu. Albo oglądając ulubiony serial zrób 3 serie brzuszków. Zrób coś dzięki czemu Twój plan nie pójdzie na zmarnowanie.
Nawet taki niewielki krok w stronę mety doda Ci pewności i mocy sprawczej. Za każdym razem kiedy robisz coś co przybliża Cię do celu, wzmacniasz swoje poczucie własnej wartości i własnej skuteczności. Natomiast gdy robisz co Cię od niego oddala, czujesz się jak przegrany i wpadasz w wir negatywnych emocji. Wybór należy do Ciebie.

Zasada 5 sekund

To zarazem najprostsza (nie najłatwiejsza) i najtrudniejsza zasada. Jeśli odczuwasz motywacje, masz pomysł, żeby coś zrobić, DZIAŁAJ! Po upływie 5 sekund większość energii poświęcisz na wynajdywanie wymówek – czemu jeszcze nie teraz, dlaczego nie jestem gotowa itd.

Psycholog BJ Fogg, radzi by będąc zmotywowanym zrobić coś, co zniesie barierę w wyrobieniu sobie nawyku na przyszłość. Jeśli chcesz jeść zdrowo, po powrocie ze sklepu należy od razu umyć, obrać i pokroić warzywa, a potem schować je odpowiednio opakowane w lodówce. Dzięki temu w ciągu tygodnia, gdy motywacja spadnie, ty będziesz już przygotowana.

Kto z kim przystaje takim się staje

Badania wskazuję, że ryzyko bycia otyłym wzrasta o 57% jeśli masz otyłych przyjaciół, 40 % w przypadku rodzeństwa i 37% w przypadku otyłego małżonka. Nie mówię, żeby od razu zmieniać męża, ale jeśli chcesz osiągnąć swój cel to lepiej unikaj towarzystwa maruderów, którzy są w stanie wymyślić problem na każde rozwiązanie. Spędzaj jak najwięcej czasu z ludźmi aktywnymi, którzy krok po kroku realizują swoje marzenia.

wzrost motywacji
pani psycholog

Jak pokonać przeszkody na drodze do celu?

Jak pokonać przeszkody na drodze do celu?
pani psycholog

Agnieszka Zając

Tak samo jak powszechne jest podejmowanie postanowień, tak samo powszechne jest ich zarzucanie. Jak pokazują badania postanowienia kończą się porażką dla 88% osób. Po dwóch miesiącach pamięta o nich już tylko 60% z nas.

Przyczyn zaniechania realizacji swoich celów jest wiele. Mogą to być zarówno negatywne wzorce oraz przekonania, przekazane nam przez najbliższą rodzinę, jak i wpływ naszego otoczenia, czyli znajomych, kolegów ze szkoły czy z pracy. Często bywa również tak, że nikt nie nauczył nas walczyć o swoje marzenia, przez co przyjmujemy postawę bierną i godzimy się na życie bez wyzwań i bez zmian na lepsze.
A jak jest u Ciebie? Czy masz wrażenie, że od miesięcy utknąłeś w tym samym miejscu, lista zadań się nie kurczy i zastanawiasz się jak wreszcie ruszyć z miejsca?

Przeszkody napotykane na drodze do sukcesu

Strefa komfortu – hamulec rozwoju
Zmiany, nawet te na lepsze, są czymś nowym, z czym nasza psychika często nie do końca sobie radzi. Z natury nawet jeśli pożądamy zmiany, to równocześnie w jakimś stopniu się jej obawiamy.
Odpowiada za to nasze wygoda i przywiązanie do strefy komfortu.
Strefa komfortu to bezpieczna sfera naszych nawyków i przyzwyczajeń. Strefę komfortu znamy doskonale, czujemy się tam dobrze ale… nie rozwijamy się. Tkwimy w tym, co znane, bezpieczne, z czym jesteśmy obyci. Są to zarówno dobre jak i złe sytuacje, które obejmują nasze nawyki i przyzwyczajenia. Przebywanie w tej strefie jest łatwe, bo jest bezpieczne. A co czeka nas poza nią? Nieznane, obce, niebezpieczne? Ale również fascynujące i pełne wrażeń. Strefa komfortu jest niczym dobrze dopasowane i wysłużone, stare buty. Co tam, że są dziurawe i się rozpadają, kiedy wiemy jak w nich chodzić i jak uważać, aby przypadkiem się nie przewrócić.
Dlatego też z reguły jest tak, że gdy przebywanie w danej sytuacji nie jest dla nas na tyle męczące, aby coś w niej zmienić, to niezwykle trudno może przyjść nam decyzja o wyjściu ze strefy komfortu i podążeniu za własnymi marzeniami i celami. W ten sposób niestety bardzo często decyzje o zmianie swojego życia, czy podjęcie się realizacji nowych celów, następuje dopiero w sytuacjach kryzysowych, kiedy los brutalnie zmusza nas do zmiany, której wcześniej się tak bardzo obawialiśmy.
Nie musi tak być. Możemy zmienić swoje życie o wiele wcześniej, nie narażając się na traumatyczne przeżycia. Nie musimy czekać, aż sięgniemy dna, żeby się od niego odbić, bo doświadczenie to jest niezwykle trudne. Możemy zmienić swoje życie już teraz! I najczęściej wystarczą małe zmiany w swojej świadomości, które na zasadzie kuli śnieżnej wpędzą w ruch machinę samodoskonalenia.

„Im wyższy Twój poziom energii, tym bardziej efektywne Twoje ciało. Im bardziej efektywne Twoje ciało, tym lepiej się czujesz i bardziej wykorzystujesz swój talent do osiągania ponadprzeciętnych wyników.”

-Anthony Robbins

Nierealne cele
Jeśli cel nie jest realny do osiągnięcia to nie ma siły abyśmy go osiągnęli. Cele rozkładamy na etapy do zrealizowania, szukamy konkretnych możliwości do wykonania danego etapu, wkładamy te etapy w ramy czasowe.
Działamy. Nie pozostajemy w sferze „co by były gdyby”, ale „chcę żeby_____więc kolejny krok to_____”!
Marzenia są potrzebne, bo bez nich nie idziemy do przodu, bez nich nie pojawiają się cele.
Ale diamenty trzeba oszlifować, nadać im konkretne ramy i kształt.
Podziel cele na krótko- i długoterminowe. Doprecyzuj czego dokładnie pragniesz. Gdzie dokładnie jest meta? W jaki sposób będziesz mierzyć swoje postępy? Im bardziej konkretnie sformułujesz swój cel tym lepiej,

Brak planu
Jeżeli cele pozostają tylko w głowie, łatwo o nich zapomnieć w natłoku codziennych obowiązków. Zacznij zatem od małych kroków. Zarysuj plan na najbliższy rok, a później doprecyzowuj plany miesięczne i harmonogram na każdy tydzień. Napoleon Hill powiedział, że cel to marzenie z datą realizacji. Dlatego, gdy już ustalisz, jakie masz marzenia, przestań tracić czasu na odkładanie ich w nieskończoność.
Wiele osób rozpisuje sobie na kartkach to, co chcą osiągnąć i wiesza te zapiski w widocznym miejscu – przy łóżku, lustrze lub nad biurkiem. Warto to zrobić, ponieważ każdego dnia będziesz przypominać sobie spisane cele i tym samym motywować się do myślenia, co zrobić, żeby je spełnić.
Podejmij działanie!

Możesz stawiać cele, marzyć, wizualizować, motywować siebie i innych.
Jeśli nie będziesz umiał radzić sobie z blokadami i oporami, które stają Ci na drodze, to prawdopodobnie Twój wysiłek będzie syzyfową pracą. Także do dzieła!

Bardziej szczegółowo porozmawiamy o tym podczas czwartkowego webinaru. Podczas tego spotkania online dowiesz się, jak radzić sobie z tymi przeszkodami.
Link.

jak realizować cele